Przejdź do głównej treści

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Stare druki

Nawigacja okruszkowa Nawigacja okruszkowa

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Długie narodziny. Historia mszału z 1587 roku

Długie narodziny. Historia mszału z 1587 roku

„W przeszłą sobotę dokonaliśmy mszała” – pisał w styczniu 1587 roku ksiądz Tomasz Płaza do swojego patrona, biskupa Marcina Kromera. Płaza donosił Kromerowi o finale przedsięwzięcia, które zajmowało go od pięciu lat: o ukończeniu drukowania mszału warmińskiego, księgi liturgicznej dla diecezji starego biskupa. Było to przedsięwzięcie skomplikowane. Kosztowało sporo pieniędzy, ale także nerwów. A do naszych czasów z całego nakładu tej księgi, który wynosił 400 egzemplarzy, przetrwało tylko kilka kopii. W tym jedna, trochę nadgryziona, ale przecież pięknie zachowana we współczesnej, szesnastowiecznej oprawie – w Bibliotece Jagiellońskiej.

 

 

Missale Varmiense w BJ jest niezwykłą książką nie tylko dlatego, że jest takie rzadkie. Jest wyjątkowe także przez to, że dużo wiemy o tym, jak powstawało. Zwykle znamy tylko podstawowe informacje o narodzinach i pochodzeniu książki. Można je i tutaj wyczytać z samego egzemplarza. Gdzie drukowany? Cracoviae – w Krakowie. A dokładniej? In Officina Typographica Lazari, czyli w Drukarni Łazarzowej. Kiedy? MDLXXXVII, a więc w roku 1587. Kto wyłożył pieniądze na zredagowanie i druk tak dużego tomu? Opera et sumptibus Reverendissimi Domini Martini Cromeri, Varmiensis Episcopi, editum. Ach, więc to dzieło biskupa warmińskiego, Marcina Kromera.

 

 

Do tej suchej metryki możemy w wypadku Missale dołożyć całą historię wyczytaną ze współczesnych dokumentów. Dowiemy się z nich, że Tomasz Płaza, zaufany pomocnik Kromera, mieszkał w Krakowie i tu dbał o interesy biskupa rezydującego na Warmii. Przez wiele lat do zadań Płazy należały starania o druk i dystrybucję książek, które Kromer napisał czy zredagował. Były wśród tych prac księgi liturgiczne – brewiarz, agendy i mszał właśnie, bo Marcin Kromer był w dawnej Rzeczypospolitej jednym z najzagorzalszych zwolenników zreformowania liturgii zgodnie z zaleceniami Soboru Trydenckiego, ale z zachowaniem dawnych, lokalnych tradycji. Płaza – jako menedżer Kromera – zlecał drukowanie tych książek przede wszystkim za granicą, u drukarzy niemieckich. Ale chciał drukować w Krakowie, gdzie mógłby łatwiej doglądać produkcji i nie musiałby się martwić o korespondencję z drukarzami, która docierała do niego niezbyt regularnie. Dlatego nawiązał kontakt z Janem Januszowskim, właścicielem Drukarni Łazarzowej w Krakowie.

Januszowski bardzo chciał drukować księgi liturgiczne, bo ich produkcja była dobrym interesem. Szybko dogadali się z Płazą, który w 1582 w liście do Kromera pisał o drukarzu: „Pana Januszowskiego (...) W.M. zalecam. Jest dobry człowiek i typograf osobliwy (...). Racz W.M. być na niego łaskaw”.

Januszowski i Płaza (Kromer pewnie także) liczyli w tamtym czasie, że drukarz wypuści w świat mszał, którego będzie się używać w katolickich kościołach w całej Rzeczypospolitej. Ale kiedy inni biskupi i prymas Stanisław Karnkowski, arcybiskup gnieźnieński, zwlekali, Kromer zdecydował nie czekać na ich postanowienia. Było to możliwe, bo jego biskupstwo nie było częścią prowincji gnieźnieńskiej i właściwie podlegało tylko Rzymowi. Kromer zlecił swoim współpracownikom, żeby opracowali tekst mszału, a Płaza w jego imieniu negocjował warunki i koszty produkcji z Januszowskim. Drukarz chciał wytłoczyć missale nowocześnie, czyli nie pismem gotyckim, ale czcionką antykwową. Próbki druku posyłano na Warmię, do biskupa: “Typograf jest gotów do drukowania mszału – pisał do Kromera Płaza. – Ślę W.M. dwie piśmie sporze; które się W.M. podobać będzie, raczysz mi oznajmić. Będzie droższy egzemplarz niźli on mniejszym pismem, ale pożyteczniejszy kapłanom młodym i starym”.

Pracę Płazy i Kromera niespodziewanie jednak utrudnili kanonicy katedry krakowskiej. Kazali wstrzymać druk aż do swojego generalnego posiedzenia i oficjalnej zgody biskupa krakowskiego Piotra Myszkowskiego. Bali się niełaski papieskiej, bo monopol drukowania mszałów mieli drukarze we Włoszech i w Niderlandach. Kromer był wściekły: mógł zlecić produkcję mszału dla Warmii, bo Pius V specjalną bullą pozwalał diecezjom, które miały swoje księgi liturgiczne dłużej niż 200 lat, zachować własne obyczaje. Januszowski-drukarz denerwował się, że nie może pracować wykorzystując słoneczne światło wiosennych dni i chciał przynajmniej zlecić produkcję papieru na mszał: “bo jeśliż go robić nie damy – pisał do Płazy – nie trzeba w tym wątpić, aby ondzie po kapitule nie musiało się czekać przynamniej czterzech albo piąci niedziel. A temi czasy ty co nam dzień wielki ubieży, to ubieży, bo za czterzy niedziele wiele dobrego sprawić by sie mogło. Tom chciał W.M. oznajmić, abyś mi W.M. znać dał, czego by sie trzymać”. Ale Płaza nie chciał nawet „dać pieniędzy na papir” w obawie, że cała impreza może jeszcze spalić na panewce. Kromerowi wyjaśniał, „a co wiedzieć, jeśli dadzą drukować biskupi ty mszały albo jeśli (...) W.M. nie odmienisz woli swojej a nie poślesz gdzie indzie, jeśli biskup [Myszkowski] nie dopuści drukować”? Myszkowski jednak “dopuścił” i zadowolony Płaza donosił Kromerowi: “Jego Mość Ksiądz Biskup rozkazał, aby był drukowany. Bo jeśli, prawi, wolno drukować heretyckie rzeczy, czemu nie ma być wolno mszałów drukować? (...). Dałem na papir aureorum centum (...). Da Pan Bóg, poczniemy z niedziele drukować”.

Wreszcie w sierpniu udało się Januszowskiemu-drukarzowi i Płazie, działającemu jako reprezentant biskupa Kromera, podpisać umowę na druk mszału. Prace w drukarni przy dzisiejszej ulicy Gołębiej w Krakowie ruszyły pełną parą. Drukarz i jego czeladnicy ścigali się z czasem – jesienne i zimowe dni były coraz krótsze. Kromer wysyłał Płazie brakujące jeszcze części mszalnych modlitw, a Płaza Kromerowi – gotowe arkusze tekstu. I ciągle prosił o pieniądze. “Mszał pilno się drukuje – pisał w listopadzie 1586 roku. – Chciał ode mnie typograf, abym mu dał flor. 200 (...). Przeto proszę, aby W.M. raczył mi posłać ostatek pieniędzy, abym miał czym zapłacić drukarzowi, kiedy mszała dokona”.

Na początku stycznia następnego roku 1587 mszał warmiński był gotowy. Arkusze tekstu trzeba jeszcze było oprawić i rozprowadzić wśród czytelników. Płaza posyłał księgi biskupowi Kromerowi w formie zadrukowanych kart, czasem zszytych lub oprawionych. Niektóre z mszałów miały nawet złocone brzegi. Transport odbywał się w beczkach: “Ślę tedy na tym wozie we dwu beczkach mszałów niewwiązanych dwieście i szesnaście, a wwiązanych dwanaście. Między którymi są dwa pozłociste, ale iż świeży druk, każ to W.M. mieć na baczności iżby intreligator uszuseł albo hałunował egzemplarze, aby się nie mazały, jako się ty które ślę na niektórych miejscach trochę zmazały. Niech by powoli, nie byłoby nic. Będą i są ochędożne mszały, ale nie wiem będą li je kupować (...). Chcieliby wszytko darmo, ano niemało kosztuje”. Produkcja obszernej księgi okazała się o tysiąc złotych droższa niż Płaza pierwotnie wyliczył. Dając o tym znać Kromerowi, jego zaufany sługa pisał z pewnym zniecierpliwieniem, że rachunki nie są jego mocną stroną: “omełka pod czas się przytrafi, nie tylko mnie ale i WMci. A ma li się prawda rzec, nie mam głowy potemu na komputacyją (...)”.

 

 

Ostatecznie jednak i Januszowski – drukarz, i Kromer – fundator całego przedsięwzięcia wydawniczego, i Płaza – który zawiadywał organizacją produkcji, byli bardzo zadowoleni z rezultatu swoich prac. Wszyscy uważali, że książka to najpiękniejszy i najtrwalszy pomnik swego twórcy. “Więtszą pamiątkę W.M. tymi mszałami i inszymi księgami po sobie zostawisz, a niźlibyś kupił jakie bogate imienie – zapewniał biskupa jego sługa – bo nade wszystko jest bogatsze królestwo niebieskie”.

Justyna Kiliańczyk-Zięba